Dziobem i pazurem

Dziobem i pazurem


Widzisz wersję archiwalną wątku "Dziobem i pazurem" z forum www.tal.webd.pl/





Strona 1 z 31, 2, 3

DaMi
2008-01-21, 14:35
"Kura domowa (Gallus gallus domesticus) - ptak hodowlany z rodziny kurowatych, hodowany na całym świecie. W środowisku naturalnym nie występuje. Uważa się, że stanowi formę udomowioną kura bankiwa (Gallus gallus), lecz nie wyklucza się domieszki innych gatunków południowosoryjskich kuraków (zarówno żyjących, jak i wymarłych). Udomowienie miało prawdopodobnie miejsce w III tysiącleciu p.n.e. w południowej Sorii. Około 1000 p.n.e. kury hodowano już na całym terenie Królestwa, a ok. 500 p.n.e. w terenach zachodnich, w tym na obecnych ziemiach jorów (odnaleziono kości kur podczas wykopalisk w okolicach Gaaruk - kury do dziś uchodzą tam za przysmak). W tym okresie w Królestwie prowadzono już sztuczne wylęganie. Jak wykazały badania, ówczesne kury przypominały dzisiejsze kury bezrasowe, lecz miały lepiej rozwinięte skrzydła.
(...)
Kura domowa to również pogardliwe określenie kobiety zajmującej się gospodarstwem domowym."
- z encyklopedii botanicznej wydziału Nauk o Ziemi i Biologii uniwersytetu w Dorienburgu

Dziobem i pazurem
Kroniki Selene - wprowadzenie

Dzieci z piskiem i krzykiem zgromadziły się wokół starca. Wrzeszcząc, rozpychając się łokciami, starając dostać możliwie najbliżej dziada kręciły nieustannie, wzbudzając kurz i pył w wirujące w powietrzy chmury, dostające się do nosa i powodujące kichanie, które nieodmiennie kończyło się kolejną falą śmiechu, krzyków i pisków. Ot, idealne perpetuum mobile. Dziad jednak nie dał się zakrzyczeć. Spokojnie skończył skrobać drewnianą łyżką resztki kaszy z miski, wylizując ją niczym wygłodzony ogar.

- Dziadkuuu! Obiecaaałeś!

Piskliwe głosiki przebijały powietrze tysiącem wysokich tonów. Chyba cała wieś się tu zeszła.

- Miałeś opowiedzieć historięęę!

- Dobra, cichajta, dzieciaki! No jakem żywy, nigdy takiej hałastry nie widziołem! - silny głos dziada wybił się momentalnie ponad harmider. Ten, notabene, ucichł jak nożem uciął - Ale wim ja, co wam opowim, wim... słuchajta tedy, opowieści o druidce Selelene i o tym, co ją spotkało...

Selene przede wszystkim spotkał kolejny dzień spędzony samotnie. Od dwóch dni była na szlaku od momentu opuszczenia poprzedniej wioski. Wędrowała aktualnie bez wyraźnego celu po zachodnich rubieżach królestwa. To były bogate tereny. Bogate rolniczo, blisko pokojowej granicy z Jorami, obszar przygranicznego handlu - zarówno legalnego, jak i nie, mlekiem i miodem płynący dla każdego, kto choć w niewielkim stopniu potrafi obracać kapitałem. Lub kraść.

Minęło już wiele dni od dnia śmierci jej mistrza. Srebrna elfka jednak starała się o tym nie myśleć i nie zadręczać. Żyła długo. Jeszcze będzie miała czas na ewentualną zemstę. Póki co priorytetem pozostawało doskonalenie się. Początkujący druid wiele sam nie zdziała, ot co.

Piaszczysta droga wiosła wśród pól. Zboże kołysało się na wietrze. Pełne, złote kłosy sięgały niemal głowy druidki, przyjemnie szumiąc, niczym morze. Gdzieś w oddali dymy zwiastowały nadejście kolejnej wioski. Błękitnego nieba, nie znaczyła nawet jedna chmurka, jeno złocisty okrąg słońca w zenicie. Było ciepło, cicho i spokojnie. Nic, tylko iść, iść, iść...

Niniel
2008-01-21, 16:34
"Jak dziś pięknie..." uśmiechnęła się druidka, patrząc w stronę widnokręgu. Kochała widok przestrzeni, czystego nieba i natury nie zmąconej śladem człowieka. Napawał ją energią i chęcią do życia.

Powiodła dłonią po złotych kłosach. "Pełne... Będą dobre zbiory tego roku. A może by tak zrobić sobie krótki postój? Już dwa dni tak idę, kolejna wioska pewnie niedaleko ... 5 minut odpoczynku raczej mi nie zaszkodzi." pomyślała wesoło i usiadła na skraju drogi w półcieniu wysokiego zboża.
DaMi
2008-01-21, 23:13
Kłosy kołysały się leniwie na delikatnym wietrze. Tym samym wietrze, który rozchylał lekko poły płaszcza bohaterki. Który głaskał ją subtelnie po policzkach, rozwiewając długie włosy. Łodygi uginały się pod swym brzemieniem, ciężarne w ziarna i życie. Dotykając ich aż czuło się pulsujące w nich ciepło. Długie włosy wieńczące każdy kłos łaskotały przyjemnie wewnętrzną stronę dłoni Selene.

Aż chciało się żyć.

Druidka usiadła swobodnie na skraju piaszczystej dróżki. Piasek był nagrzany i przyjemnie ciepły. Sielanka aż miło. Aż do obrzydzenia wręcz. Tak niewiele w życiu zdarza się prawdziwie pięknych, niczym niezmąconych dni. Należy się więc cieszyć, gdy już takowy się trafi.

Wysokie kłosy zakryły postać elfki bez widocznego problemu. Mogła tak tu spędzić nawet cały dzień...

Do pewnego momentu.

Wesołe pogwizdywanie oraz znajome skrzypienie drewnianych bel nie pozostawało złudzeń - od strony przeciwnej do dymów wioski zbliżał się wóz.
Niniel
2008-01-22, 15:38
W takie dni jak ten zła myśl nie mąci rozumu.
"Ocho... coś jedzie." Skrzypienie kół wyrwało Selene z błogiego bezruchu. Wstała w te pędy.

Pełna entuzjazmu zaczęła nasłuchiwać, z której strony nadjeżdża wóz.
"Jedzie w stronę wioski! To mi się dzisiaj udało... Może woźnica będzie na tyle miły i zabierze mnie po drodze? " Uśmiechnęła się do siebie i ogarnęła szybko wszystkie swoje rzeczy.

W promieniach słońca wszystko zdaje się być przyjazne, a ludzie otwarci i skorzy do pomocy.

-Dzień dobry.- pomachała dłonią do osoby kierującej powozem i uśmiechnęła się promiennie, czekając na jej reakcję.

DaMi
2008-01-22, 20:42
Skrzypienie zbliżało się w takim tempie, że Selene zdołała akurat wstać i nerwowym ruchem ręki otrzepać płaszcz z piachu i suchych źdźbeł trawy.

Wóz - jak to wiejski wóz - był spory. Ba, olbrzymi. Drewniany, wysoki, wykonany z solidnie zbitych drewnianych bal, wypchany po same brzegi wiechciami słomy. Ciągnięty przez dwójkę wychudzonych szkap i powożony przez równie wychudzonego, acz zdrowo wyglądającego przedstawiciela lokalnej płci męskiej. Przedstawiciel ów, ubrany był w proste, lniane ubranie, nosił na głowie słomiany kapelusz, rzucający cień na ogorzałą od słońca, pooraną bruzdami twarz pięćdziesięciolatka. Krótki, szczeciniasty zarost ruszał się w rytm wypowiadanych słów.

- Hola! - zawołał - No no, pani wybrała piękny dzień na spacer... zara, zara... pani elfka! Z daleko widno mi pani przyjechała... a dobry dzień, dobry...

Wóz zatrzymał się na chwilę, zupełnie tak, jakby chłop zaskoczony widokiem wyskakującej zza zbóż elfki koniecznie chciał z nią porozmawiać. Może wziął ją za południcę, która w pełnym słońcu tańczy po zbożu i porywa mężczyzn do swej kryjówki?

Jeśli tak, to się chłopina przeliczył.
Niniel
2008-01-22, 21:31
"Czego ten chłop tak się na mnie patrzy? Mam coś na twarzy?" pomyślała zmieszana Selene, przyglądając się przez chwilę starszemu mężczyźnie. Odgarnęła włosy za szpiczaste ucho. "Wygląda na zwykłego, uczciwego wieśniaka... "

Podeszła do dwóch, chudych koni i pogładziła je delikatnie po chrapach.
-Tak, piękny dziś dzień... Aż chce się żyć, nieprawdaż? - Zwróciła się do woźnicy. "Uch, zrób pożytek ze swojej charyzmy!" skarciła się w duchu elfka.

-Widzę, że jedzie pan w kierunku tamtej wsi.. Ja również się tam wybieram. Nie miałby pan nic przeciwko, gdybym usiadła sobie z tyłu wozu na słomie i zabrała się razem z panem?

Kolejny uśmiech zajaśniał na jej twarzy.
DaMi
2008-01-23, 22:53
- Ano!

W tym jednym, radośnie wypowiedzianym słowie wyraziło się całe niesamowite rozradowanie jakie wykwitło na twarzy wieśniaka. Elfka? Srebrna? Piękna? Wyskoczyła ze zboża niczym południca? Ba, chce ze mną dalej jechać? Matulko kochana, oczywiście, że tak!

- Siadoj, siadoj! - niemal wykrzyczał wyraźnie podekscytowany dziad.

Selene sprawnie i zgrabnie wspięła się po drewnianych, chropowatych belkach wozu i ciężko położyła się na cudownie miękkim, puszystym i aromatycznie pachnącym sianie. Aż w głowie wirowało jej od wszechogarniającego zapachu siana, lata i ciepła.

Wóz powoli, kolebiąc niemiłosiernie na lewo i prawo, ruszył w akompaniamencie skrzypiących belek do przodu.

- Pani z daleka jadzie? - zagadnął chłop - Nieczęsto się tu elfki spotyka...
Niniel
2008-01-24, 20:37
Lekko zdezorientowana druidka popatrzyła na rozanieloną twarz staruszka. "Oj.. Czy to aby na pewno był dobry pomysł?"

-Dziękuję panu - wyszczerzyła się już trochę mniej radośnie.

Czym prędzej wdrapała się na wóz i rzuciła na złote siano. Rzeczywiście prawdę mówi ci, co twierdzą, że czasem nawet jedwabne pościele i puchowe poduszki nie dają tyle wygody co świeżo skoszone, pachnące latem posłanie ze słomy. Selene zmięła w dłoni garść kruchych łodyg. "Ech.. czego mi jeszcze potrzeba do szczęścia..."

-Ymm.. Tak, z daleka... Racja, moi bracia i siostry rzadko zapuszczają się w te strony. A jak nazywa się ta wioska, do której zmierzamy? - Zmieniła temat, nie chcąc opowiadać zbyt wiele o swojej przeszłości i planach.
DaMi
2008-01-24, 22:33
Woźnica nerwowo kręcił się w koźle, zupełnie, jakby usiadł na czymś szalenie niewygodnym, co nakazywało mu co chwila przekładać nogi jedna na drugą i zmieniać pozycję siedzenia. Może klucze trzymał w kieszeni portek, co tak go uwierały?

Cholera jedna raczy wiedzieć.

Elfka mimowolnie zaczęła całkiem racjonalnie zastanawiać się, czy mężczyzna nie spróbuje użyć na niej siły. Właściwie na takiego nawet wyglądał.. ba, gdyby już przystąpił do dzieła, miałby nawet spore szanse powodzenia. Selene wiedziała, że czas, w jakim ona skończy tkać pierwsze zaklęcie był niewspółmiernie dłuższy od tego, jakiego facet potrzebował do rzucenia się na nią, unieruchomienia, ewentualnie uderzenia pare razy a potem zdarcia spodni i...

Woźnica za nic mając sobie najwyraźniej obawy druidki jak gdyby nigdy nic powoził dalej. Wóz podskakiwał na wybojach, ślizgał się po koleinach, siano trzęsło niemiłosiernie, niczym w łodzi na wzburzonym morzu. Mimo to nawet te niewielkie minusy nie psuły radości z jazdy na wozie pośród skąpanej w słońcu okolicy.

A woźnica nie przejmując się elfką posądzającą go o najgorsze, gadał.

- Aaaa...! - zajęczał dziwacznie - Od razu widno mi się wydało, że pani szacowna nietutejsza! Toż to do Brengfost jadziema! A dziś, no ta lala, wielki dzień jest! Właśnie dlatego tak wczesno wracam z pola, do domu trza! Dziś dzień targowy!

Nie wiedzieć czemu, cały czas krzyczał. Zupełnie, jakby był przygłuchy. Ewentualnie, jakby dzień targowy w wiosce uważał za tak niesamowicie ważną rzecz dla funkcjonowania całej, bez mała, Sorii.
Niniel
2008-01-25, 17:01
"To żem się wpakowała..." popatrzyła lekko posępnie na swojego przewoźnika, wiercącego się w dość dziwny sposób na koźle.

"Ummm... Zanim zdążę cokolwiek zrobić, pewnie zdąży już wprowadzić swojej niecne plany w czyn... Że też musiałam trafić akurat na tego starucha!" Pomyślała zirytowana.

Wozem kołysało, trzęsło, coś trzeszczało i skrzypiało. Nic jednak nie mąciło radości i spokoju lata,
Po chwili elfka zaczęła przesuwać się w kierunku krawędzi wozu. Przełożyła nogi na zewnątrz i pozornie beztrosko zaczęła przebierać nimi w powietrzu. "No, w razie wu, bezie którędy uciekać" zaśmiała się w duchu.

-Wcześnie jak wcześnie, pewnie w domu żona z obiadem czeka? - zapytała z nadzieją Selene. - Na pewno znajdzie się na targu coś i dla mnie... A tak przy okazji... jest w Brengfost jakaś gospoda?
DaMi
2008-01-25, 19:17
Woźnica na dźwięk słowa "żona" spochmurniał wyraźnie.

- Pewno czeka, zaraza... - stęknął tylko pod nosem i umilkł, nabity w sobie.

Pewnikiem, jeśli chodzi o żonę i małżeństwo, poczucie humoru mu wysiadało. Jak większości mężczyzn w Sorii. Selene nigdy nie potrafiła tego zrozumieć. Co go ugryzło? Żona źle gotowała czy jak?

Chwilę wobec tego jechali w milczeniu. Milczenie to, rzecz jasna, nie oznaczało kompletnej ciszy. Skrzypienie dulek wozu, wszechobecny szum łanów zboża, oraz świergotanie skrytego weń ptactwa rozbrzmiewały wokoło głośniej, niż krzyki rannych i umierających podczas bitwy. Jakkolwiek to porównanie wydawać mogłoby się dziwne - tak właśnie było.

Selene zgodnie z planem przesunęła się nieco bliżej krawędzi wozu, przewieszając zgrabnie nogi przez drewnianą belę wspierającą konstrukcję.

- Uważaj, panienko, bo zlecisz na pierwszej lepszej wyrw...

Wykrakał.

Wóz w pewnym momencie podskoczył, a elfka tylko wrodzonym refleksem padła na siano do tyłu, nie twarzą w przód, na drogę. Dobre i to. Lepiej wybierać siano z włosów, niż piach spomiędzy zębów, prawda?

- Mówiłem, przeco... - stęknął, gdy już się sytuacja nieco uspokoiła - ...nie musi panienka tak się odsuwać, dyć ja nie gryzę! - uniósł się nagle dumą.

Na pytanie zaś odparł beztrosko i od razu.

- Gospoda? A widno mi, że jest! "Wesoły umrzyk" się zwie.. parszywa buda, jeśli mam być szczery, choć ją znajomy mój prowadzi. Zdzierca i sukinsyn, tfu! Ale gospoda, jak to gospoda. Jest.

Wóz terkotał. Wioska w oddali rosła, ukazując coraz więcej szczegółów domostw. Jeszcze chwila i będą na miejscu. Znacznie szybciej i wygodniej, niż pieszo. A z pewnością ciekawiej.
Niniel
2008-01-25, 20:38
"Nie rozumiem, czemu mężczyźni zawsze niezbyt przychylnie wypowiadają się o swoich żonach..." Pomyślała Selene. Na razie zamążpójście nie było jej w głowie. Brak kandydata i chęci. Miałaby cały dzień stać przy garach, sprzątać, plotkować z zasiedziałymi sąsiadkami? Brr... Nie do pomyślenia!
No, chyba że Los postawiłby na jej drodze jakiegoś uczciwego, w miarę urodziwego elfa. Póki co, Los był bardzo złośliwy.

-Łooooo!- Druidka zachwiała się, próbując złapać równowagę.
Nie udało się. Całe szczęście, że wylądowała w miękkim sianie z tyłu, a nie na twardej ziemi z przodu..

-Uff...- Odgarnęła włosy z twarzy i wyplotła kilka kłosów zboża z włosów, siadając z powrotem. Zaczerwieniona, nie odpowiedziała woźnicy.
Elfka nie zaryzykowała ponownego zbliżenia się do krawędzi wozu. Nie miała już z resztą po co. Zbliżali się już do miasta.

-To pan wykrakał... Nic to - uśmiechnęła się pewniej - widzę że miasteczko już blisko... Bardzo dziękuję za miłą podróż i informacje! Jeśli jest tylko sposób, w jaki mogłabym się odwdzie... - Urwała w pół słowa. "No masz, to powiedziałam. A jak zechce czegoś takiego no... Szlag! Niee.. mam nadzieję, że to nie ten typ człowieka." Z lekka speszona wsłuchała się w skrzypienie kół i wszelkich innych części wozu...
DaMi
2008-01-25, 20:53
Woźnica spłonił nagle, niczym piwonia. Jak jakiś podrostek. Co jest z tymi ludźmi, że tak reagują na elfki, do cholery? Co - nigdy baby nie widział czy jak? Jakaś niezdrowa fascynacja tym, co obce?

Selene można było niejedno zarzucić, ale z pewnością nie to, że była mało atrakcyjna. Jak to srebrna elfka.

- Ajjj tam, bez przesady... - wykazując się niesamowitym taktem i skromnością, chłop machnął ręką - ...dyć to nic takiego, wziąć panienkę na wóz i... tego, pomóc bliźniemu w trudnych czasach. Samemu iść przez pola? No jak pragnę zdrowia, ktoś mógłby wziąć za południcę i... tego, skrzywdzić, panienkę... nie trza nic...!

Wyraźnie poplątał się we własnych pokrętnych myślach i marzeniach tego, co chciałby w istocie w zamian. Lub zwyczajnie zawstydził się tym, że ktoś chce ofiarować mu "wdzięczność" za prosty, prozaiczny, dobry uczynek. Jakakolwiek by prawda nie była, dotarli na miejsce.

Berngfost żadną miarą nie zasługiwało na miano "miasteczka". To była wieś. Choć może słowo "wiocha" byłoby bardziej adekwatne. Centralny, udeptany, piaszczysty plac o średnicy jakiś trzydziestu metrów, seria domów bogatszych chłopów wokoło i cała masa mniejszych uliczek, rozchodzących się po okręgu. Im dalej od centrum, tym biedniej, tym bardziej rozpadające się ściany i tym bardziej przeciekające dachy.

Na placu obecnie znajdowała się cała chmara ludzi. Chłop nie kłamał mówiąc, że dzień targowy to ważne lokalne wydarzenie. Ani chybi zleciała się cała wioska i pewnie jeszcze mieszkańcy sąsiednich siół.

Żal tylko, że nigdzie nie dało się dostrzec strażników. Przydałby się ktoś, kto zapanowałby nad gorącą atmosferą transakcji lokalnych. Krzyki, sprzeczki i ostre targowania się słyszalne były już z daleka.

- Ot, jesteśmy! - radośnie zakomunikował chłop - Panienka zsiądzie, przejdzie się po straganach. Różne dziwy można tu czasem kupić! Ostatnio szwagier kupił kufel piwa, co sam chłodził piwsko w środku! Jak babkę kocham! Ano... a ja w swoją drogę, do domu. Może jeszcze się spotkama...
Niniel
2008-01-27, 21:32
-W takim razie jestem Pana dłużniczką - uśmiechnęła się, rozbawiona odcieniem twarzy staruszka. "W życiu nie pomyślałabym, że ktoś może się tak zaczerwienić... Tfu, mało powiedziane - zapurpurowić!"

"Całe szczęście ten staruszek nie jest taki zły, jak go podejrzewałam" uspokojona, zaśmiała się w duchu z samej siebie i reakcji woźnicy. Założyła płaszcz, odgarnęła srebrne włosy na plecy i naciągnęła na głowę kaptur, zasłaniając spiczaste uszy.

Może i było gorąco, ale w wiosce tego pokroju lepiej nie wzbudzać zbytniej sensacji. Jedno licho wie, czy wszyscy mężczyźni Berngfost tak samo jak woźnica reagują na nieśmiałe, anielsko wręcz niewinne i jednocześnie ponętne elfki?..

Po chwili byli na miejscu. Druidka zeskoczyła zgrabnie z wozu. Zarzuciła plecak na ramię i poprawiła jeszcze raz płaszcz.
-Jeszcze raz dziękuję! Do zobaczenia! - i, parodiując dworskie maniery, ukłoniła się nisko ku ogromnej uciesze woźnicy.

"Wiocha jakich mało.." pierwsza myśl jaka przyszła jej do głowy po rozglądnięciu się dokoła. "W sam środek tego stada pchać się nie będę..." pomyślała, przyglądając się wieśniakom tłoczących się, krzyczących i przepychających przy straganach. Postanowiła rozejrzeć się wokół stoisk na obrzeżach placu.

"Trochę pooglądam i idę dalej. Niech ten dzień się szybko skończy!" zakaszlała od wirującego wszędzie kurzu i piasku. Czuła narastający ból głowy. Sięgnęła po pierwszy z brzegu dziwnie wyglądający przedmiot. "Ciekawe do czego to.."

Dzień się jeszcze nie kończył.
DaMi
2008-01-28, 16:08
Selene zeskoczyła zgrabnie z wozu, poprawiając odzienie i przerzucając plecak przez ramię. Woźnica udał, że wcale się jej nie przygląda, ale druidka i tak wychwyciła aż zbyt wyraźny wyraz żalu malujący się na jego twarzy.

"A było ją wtedy w polu..." mówiło to spojrzenie.

Nic to. Życie! Dzień!

Woźnica odmachał jej nieszczerze ręką i już po chwili wóz oddalił się, turkocząc kołami i skrzypiąc dulkami. Selene zaś zagłębiła się w wioskę. Dzień targowy! Wielkie wydarzenie!

Starała się unikać głównego tłumu, lecz w obecnej sytuacji było to chyba niemożliwe. Tłum ogarnął ją i przytulił, niczym ta - nie przymierzając - matka. W jednej chwili Selene stała sama, w następnej zaś ludzie byli wszędzie wokoło.

Pierwszy lepszy stragan.

Bogowie, skąd tu tyle osób?

W ręce Selene trafił niewielki woreczek. Kupiec, stojący na straganie rozanielił się wyraźnie.

- Pani! Znakomity wybór! To sakiewka magicznego tłumienia! Każdy przedmiot magiczny weń wsadzony stanie się niewykrywalny dla czarów szukających! Jedyne 150 ZM !

Bogowie... co za kretyn sprzedaje w takiej wiosce tego typu artefakty? A to był dopiero początek. Selene nagle nabrała pewności, że faktycznie chłop nie przesadzał i w tym miejscu będzie można znaleźć coś niesamowitego.
Niniel
2008-01-28, 18:01
Parsknęła z niedowierzaniem. "Człowiek sprzedający tego typu artefakt na targowisku w ostatniej wsi. Tia. Co ten sprzedawca? Oczadział?! "

Odłożyła woreczek. Przyglądała się innym "czarodziejskim" przedmiotom. "Część to na pewno zwykłe oszustwo, ale kto wie czy rzeczywiście nie znajdę tu czegoś niezwykłego.." I wiedziona niejasnym przeczuciem, ruszyła dalej wzdłuż straganów.

Selene przypomniały się dni w czasie jarmarków w jej "rodzinnym" mieście. Jak jako mały berbeć biegała między nogami wysokich, smukłych elfów z całego świata. Jak miłe sprzedawczynie częstowały wszystkie dzieciaki pysznymi cukierkami. Jak poważni Elfowie spokojnie ustalali ceny towarów.

Tłok wokół przestawał mieć znaczenie. No, może prawie. Gdyby tylko ci wieśniacy częściej korzystali z balii z wodą, już nawet nie mówiąc o czymś takim jak olejek do kąpieli. I mniej krzyczeli. I przepychali się do stoisk. Nie, nic jej to nie przeszkadzało.

"Taaak.. Najpierw sobie spokojnie stoję, a teraz ni w tę, ni we wte." Pomyślała Druidka. Co rusz poprawiała zsuwający się z głowy kaptur. W tumulcie wieśniaków nieustannie ktoś ją potrącał i popychał. Mimo to, niezrażona hałasem i ściskiem, przepychała się dalej, kierowana nie dość że kobiecą, to jeszcze elfią intuicją.
DaMi
2008-01-28, 18:53
Po pierwszym szoku "kulturowym" Selene odkryła, że mimo wszystko jest w stanie nawet sprawnie lawirować w tłumie ludzi. To, co początkowo nieco przerażało i onieśmielało, teraz powolutku nabierało form, kształtów i kolorów. Ludzie przestali jawić się jako jeden, bezkształtny i wiecznie ruchomy organizm, a jako pojedyncze osoby. Druidka zauważyła, że szczególnie dużo kupujących kręci się w centrum, gdzie - na sporym podeście - handlowano między innymi tresowanymi zwierzętami. Uczucia druida zawrzały w niej na ten widok, choć musiałaby podejść nieco bliżej, by się przyjrzeć dokładniej.

W bliższym sąsiedztwie zauważył stragan z różnymi maściami leczniczymi i ziołami, nieco dalej stoisko z miksturami, jeszcze ktoś sprzedawał garnki... słowem, im dalej od magicznych, kolorowych stanowisk, tym bardziej jarmark stawał się bardziej szary i prozaiczny. Najtrafniej byłoby powiedzieć, że handlowano tu dosłownie wszystkim.

Aż dziw, czasami, jakimi rzeczami..

- A to, moja pani...! - wydarł się sprzedawca, ten sam, który oferował jej sakiewkę magicznego tłumienia, a z którego stanowiska wzięła teraz w dłoń coś, co z grubsza przypominało niewielką, foliową torebkę - ...to znakomity środek! Cudowny! Niepowtarzalny! Jedyny w swoim rodzaju!

Nachylił się nad uchem Slene konspiracyjnym gestem i szeptem.

- Niech twój partner nałoży to sobie na swoją Włócznię, gdy jest gotowa do użycia... gwarantuję, pani, że przeżycia będę niezrównane, nawet z zupełnym impotentem!
Niniel
2008-01-28, 20:06
Dziwny jest ten świat...

Kolor twarzy druidki był w tym momencie nieporównywalnie jaskrawszy niż staruszka, który ją tu przywiózł. W oczach zapłonęły ogniki gniewu. Ostatnimi siłami powstrzymywała sie, by nie przyłożyć sprzedawcy w tę jego parszywą gębę.

-Tak, na pewno... Towar jedyny w swoim rodzaju! Chyba dlatego, że tylko taki jełop jak ty mógłby go wymyślić! -zniesmaczona, zgniotła woreczek w kulkę i rzuciła nim w sprzedawcę. -A idź ty w cholerę! -odwróciła się od kolejnego niewyżytego mężczyzny, i szybkim krokiem oddaliła się od nieszczęsnego stoiska.

Usiadła na pierwszym lepszym kamieniu, obserwując przelewający się tłum ludzi. "Ech.. Przeżycia takie czy owakie, u mnie i takich brak... Trafił w sedno, szuja jeden..." pomyślała smętnie, opierając podbródek na dłoni.

Co w takiej chwili mogło poprawić humor kobiecie, zdołowanej brakiem mężczyzny i samotnością? Mężczyzna? Nie. Wino? No może. Ale chyba najlepiej... zakupy!

"Koniec użalania się nad sobą. Mężczyzny nie ma i nie było dlugo w twoim życiu. I co? Przynajmniej nie musiałaś.. no.. Nie musiałaś ... eee... Robić wielu nudnych, całkiem zbytecznych rzeczy!" Druidka wstała energicznie i ruszyła w stronę magicznych stoisk, z postanowieniem kupienia czegokolwiek. Szerokim łukiem omijała feralne stanowisko.

"Proszę, niech mi się wreszcie trafi coś sensownego! "
"I taniego!" dodała po chwili, sprawdzając stan sakiewki z pieniędzmi.
DaMi
2008-01-29, 14:40
Sprzedawca wyszczerzył się bezczelnie, zręcznie łapiąc w locie rzuconą w nim "torebką".

- Ach, rozumiem, o pani! Rozumiem doskonale! Więcej słów nie trzeba! Mam tu jeszcze coś... działa doskonale, ale podane partnerce...!

Dalszej części wywodu Selene jednak już nie słyszała, ani nie miała specjalnie ochoty słyszeć. Oddaliła się od feralnego stanowiska możliwie najdalej, przysiadając gdzieś niedaleko. Tłum falował, płynął, hałasował. Przyzwyczajona do ciszy i spokoju lasu oraz natury druidka szybko zaczęła czuć denerwujący, dudniący w uszach ból głowy.

Ot, cywilizacja!

Stoisko, do którego po chwili podeszła oferowało głównie proste, pierwszopoziomowe zwoje z zaklęciami i proste mikstury lecznicze, many, siły i afrodyzjaki. Zwłaszcza dwa ostatnie. Perpetuum mobile.

Sęk w tym, że szczupły stan sakiewki Selene nie pozwalał jej na zbyt wiele.
Niniel
2008-01-29, 17:09
"I na co mi ta intuicja?.."
Z kamienną twarzą przyglądała się stosom poukładanych zwojów i prostych mikstur. W oczy rzucały się szczególnie pudełeczka afrodyzjaków. Wzięła jeden do ręki i przyjrzała się etykietce.
"O nie. Odłóż to. Tak nisko jeszcze nie upadłaś!" powstrzymała się od wydania ostatnich pieniędzy na smarowidła, których i tak nie będzie miała śmiałości użyć. Zresztą... Patrząc na cenę, odłożyła miksturę z niespotykaną delikatnością.

"No masz... Chyba jednak nici z zakupów." Pomyślała lekko zawiedziona, spoglądając na ceny leżących obok przedmiotów. "Uch.. Litości!" Druidka zachwiała się lekko, czując dudnienie w uszach. "Chyba powinnam jednak kupić jakiś lek na ból głowy... Lub czym prędzej opuścić targowisko i poszukać miejsca, gdzie mniej osób krzyczy." uśmiechnęła się lekko.

Ruszyła poszukać gospody, o której opowiadał jej woźnica. "Może przypadkiem wpadnie mi coś w oko? A sprzedawcą będzie miła staruszka, z którą uda się coś utargować... Tak, pomarzyć nigdy nie zaszkodzi."pomyślała, przepychając się do krańców placu wzdłuż straganów z już bardziej prozaicznymi rzeczami.
DaMi
2008-01-29, 19:46
Lekki flakonik, wypełniony przezroczystym, eterycznie wyglądającym płynem. Etykietka z drugiej strony flakonika informowała drobnym druczkiem, że kilka kropel specyfiku wlane do wina czy wody (NIE do piwa - tę różnicę podkreślono wyraźnie) spowoduje - tu cytat - "niezwykłe chęci, ciągłą gotowość i niespotykaną twardość".

Selene, zażenowana, odłożyła flakonik na miejsce. Nie... to chyba nie był najpotrzebniejszy w tym momencie zakup.

Cóż, dość jak na chwilę. Targ i gwar ewidentnie nie działały na korzyść jej samopoczucia. Przeciskając się przez tłum skierowała swoje kroki w stronę długiego, niskiego budynku, który wskazano jej jako karczmę.

Przechodząc przez plac mijała również drewnianą scenę - podest, na której handlowano zwierzętami. Zbite w klatkach kury i gęsi darły się przeraźliwie, ku ogólnej obojętności tłumu. Gdzieś dalej w klatce tkwiły zające. Do słupa przywiązane był dwa dorodne bażanty. Jak widać, w ofercie przeważało ptactwo. Różne.

- Ludzie! Ludzie! Nośne kury! Smakowite gęsi! Ludzie, nigdzie takich nie dostaniecie! - darła się pulchna kobieta, wymachując trzymanym kurczakiem na podeście.

- Puszczaj, kurwo! - darł się kurczak.

Zaraz, zaraz... "darł się kurczak"?
Niniel
2008-01-29, 20:02
"A nie. Najpierw zobaczę co tam się dzieje." Zmieniła kierunek marszu i ruszyła do drewnianego podestu skąd dochodziły piski, gdakanie, pianie i wszelkie inne odgłosy zwierząt. Drobiu dokładniej. A przynajmniej najgłośniej.

Patrząc na wszystkie zwierzęta poupychane w klatkach bądź poprzywiązywane do pali, w druidce zawrzało. "Jak można tak traktować zwierzęta?!" myślała ze złością.

Wtem dotarło do niej co usłyszała. "Puszczaj, kurwo? O cholera.. nawąchałam się przypadkiem czegoś? Ten kurczak... gada?!" Zakręciło się jej w głowie.

Potoczyła wzrokiem po stojących obok ludziach. "Czy to tutaj normalne, czy co? Czy też może... Nikt tego nie słyszy! "

Podniosła dłoń. -Ile sobie pani życzy za tego kurczaka? - zapytała pulchnej kobiety."Może ten kurczak powie mi coś więcej?" Uśmiechnęła się do swoich myśli i sprzedawczyni równocześnie...
DaMi
2008-01-30, 10:52
Kobieta potrząsała kurczakiem energicznie, zachęcając do kupna. Aż pierze szło.

- Ludzie, cuda! Oszalałam! Kurczaka pół darmo daję! Patrzcie, jaki duży i zdrowy! Obiad dla całej rodziny! - darła się niesamowicie z podestu.

Dość skutecznie, paru kupców już wyraziło zainteresowanie. Kurczak, w sposób oczywisty, zainteresowany wcale nie był.

- Ja pierdolę, kobieto, nie tak mocno, bo rzygnę! - krzyczał.

Całkiem wyraźnie, w czystym Wspólnym. Niezwykle wyraźnie, jak na kogoś, kto miast ust, warg i języka posiadał dziób, niekształtną gardziel i mięsisty kołek w miejsce języka. Teoretycznie ktoś o takiej budowie ciała nie powinien wydusić z siebie głosu.

Ot, zagadka.

Selene wiedziała, że niektóre "wyższe" zwierzęta potrafiły używać artykułowanej mowy. Sęk w tym, że do tej grupy "wyższych" zaliczano generalnie inteligentne przyzwańce, jednorożce, magiczne konstrukty i tego typu istoty, których magiczna natura była oczywista. W tym kurczaku zaś magii było tyle, co kot napłakał. Owszem, doświadczeni druidzi byli w stanie rozmawiać z każdym napotkanym zwierzęciem. Sęk w tym, że "rozmowa" taka polegała nie na używaniu słów, lecz przesyłaniu sobie myśli, obrazów i uczuć. Selene słyszała, że generalnie trudno o głupsze i bardziej ograniczone zwierzę do tego typu rozmowy, niż kurczak...

- O no jasna cholera, elfka chce mnie kupić... kurwa, co za dzień...!

Ten kurczak jednak okazywał się nad wyraz rozmowny, nad wyraz wulgarny i nad wyraz bezczelny. Tu chcą go ratować, a ten narzeka.

Co ciekawe, nikt najwyraźniej, oprócz Selene nie słyszał jego słów.

Pulchna kobieta uśmiechnęła się szeroko.

- Pół darmo, moja droga! Pięć srebrników!

- Aleś mnie, kurwo, wyceniła... - jęknął trzymany za gardziel kurczak.
Niniel
2008-01-30, 15:24
"Z tego co słyszałam, to tylko "wyższe" zwierzęta potrafią posługiwać się mową... I to nie zawsze tak czysto! Mormegil potrafił przekazywać swoje myśli wszystkim zwierzętom, ale kura?! Co się wyprawia na tym świecie.." pomyślała, patrząc na kurczaka.

"I skąd on zna takie wulgaryzmy?.."

Selene modliła się w duchu, żeby kurczak nie kosztował więcej niż 1,5 ZM. Bo i skąd miała wiedzieć, ile płaci się za drób, skoro była druidką i mięsa nie jadała? "O, i żeby jeszcze nikt nie chciał zapłacić więcej.."

"Na całe szczęście tyle jeszcze mam.." uradowana z niskiej ceny, wyciągnęła z sakiewki brzęczące monety i podała je kobiecie. - Proszę. - Puściła mimo uszu kąśliwe uwagi gadającego drobiu. Uśmiechnęła się i wzięła pokiereszowanego z lekka koguta.

"Ja go tu ratuję przed wylądowaniem na talerzu i zero wdzięczności... No kto by pomyślał!" myślała, trzymając koguta nie jak sprzedawczyni za gardziel, tylko delikatniej, pod pachą. Zaciskając zęby i nic sobie nie robiąc z protestów kurczaka, ruszyła poszukać bardziej ustronnego miejsca.

Zatrzymała się w pierwszej wąskiej uliczce, usiadła po turecku na ziemi, opierając się plecami o ścianę jakiejś biednej chałupy. Postawiła koguta między nogami, zwracając go dziobem w stronę swojej twarzy i trzymając mocno, coby jej nowy nabytek nie zwiał.

"Jakby tu się z nim dogadać... Rozmawiać z kurczakiem.. O masz..."

-Więc... Masz jakieś imię? spróbowała.
DaMi
2008-01-30, 23:07
Pulchna kobieta uśmiechnęła się niesamowicie szeroko, gdy monety z brzękiem wylądowały na jej dłoni. Nie omieszkała za tą cenę podzielić się również z druidką paroma domowymi radami dotyczącymi kurczaków, niewątpliwie znanymi jej z pokolenia na pokolenie od własnej prababki.

- Niech ci wyjdzie na zdrowie, złociutka! - choć stały całkiem blisko siebie i tak musiała krzyczeć, by wybić się głosem ponad wciąż hałasujący tłum – Oskub go dokładnie, widzisz, jaki duży! Musisz bardzo uważać! Gotuj go na lekkim ogniu, jakieś dwa obroty dużej klepsydry, wtedy mięso będzie najbardziej delikatne!

- Po moim kurwa, trupie, stara wywłoko! - zagdakał kurczak, machając rozpaczliwie skrzydłami.

Nieświadomie używszy słów „po moim trupie” nadał tej scenie zupełnie nowego wymiaru. Niech żyje dwuznaczność!

Selene mocno wpakowała sobie nabytek pod pachę i szybko (przy czym słowo „szybko” należy tu rozumieć bardziej jako „tak szybko, jak jej tylko na to pozwolił tłok i tłum”) opuściła najbardziej zatłoczone centrum rynku. Musiała w tym celu opuścić środkową, bogatszą część wioski i znaleźć się w rejonach biedniejszych. Ot, salumsy w dzielnicy biedy, aż chciałoby się powiedzieć.

Wąski przesmyk miedzy dwoma rozpadającymi się chałupami o dachach pokrytych strzechą zawalony był błotem i śmierdziało w nim uryną. Mimo to swoje zadanie spełniał.

Nikt się tu nie kręcił.

Mimo to Selene z siadania postanowiła zrezygnować. Wolała kucnąć.

Kogut, całą drogę małomówny i wyraźnie zmarkotniały mocnym uściskiem, teraz – wciąż mocno trzymany – nie miał najwyraźniej ochoty na nic. Jeśli planował ucieczkę „podczas transportu” o druidka skutecznie mu ją uniemożliwiła.

Na pytanie Selene zareagował tak mocnym podskokiem, połączonym z próbą machania skrzydłami, że niemal go nie wypuściła.

- Ty mnie rozumiesz? No jak, kurwa, pragnę zdrowia! Ty mnie słyszysz? - zagdakał radośnie.
Niniel
2008-01-31, 10:58
Selene znowu dudniło w uszach. Tym razem przez krzyk sprzedawczyni. "Nigdy więcej targu w wiosce ludzi..."

Lekko zniesmaczona poradami kobiety ("Jak można jeść mięso?!"), dotarła do wąskiej uliczki w biedniejszej części wioski.

Druidka pokręciła nosem. "Brr... może lepiej nie siadać?" Kucnęła przy ścianie. "Coś mało gda... mówił jak szliśmy. Mam nadzieję, że nie spróbuje zwiać "

"Ciekawe, co teraz zrobi" uśmiechnęła się do koguta i zapytała o imię. Przez jego reakcję mało się nie przewróciła i nie wpadła w śmierdzące błoto. Przedtem wyraźnie zmarkotniały, nagle zaczął wprost emanować chęcią do życia.

-Uch, spokojnie! Tak, rozumiem Cię.. Chociaż nie mam pojęcia jakim sposobem. Miałam nadzieję że ty mi to wyjaśnisz. - spojrzała badawczo w oczy koguta.

"Ale ktoś by się uśmiał, gdyby zobaczył, że gadam z kogutem. Ciekawe, czy inni słyszą że pieję, czy też normalnie mówię" zaśmiała się lekko.

- I nie martw się. Póki co, nie mam zamiaru Cię zjeść. O ile nie spróbujesz zwiać.
DaMi
2008-01-31, 13:12
Selene niepomiernie się dziwiła. Tłum w oddali hałasował. Uliczka śmierdziała. Kogut piał jak szalony.

- Niesamowite! Jest jakaś nadzieja! No jak pragnę zdrowia, kurwa, niesamowite, ty mnie rozumiesz! Byłem pewien że już po mnie! Że skończę jako cudzy obiad, no przysięgam! Kim ty, do cholery jesteś, druidką czy jak?

Selene gotowa była przysiąc, że gdyby kurczak miał ludzką twarz, właśnie szczerzyłby się w dziwnej mieszance ironicznego i złośliwego uśmiechu. Taak... na pewno tak właśnie by wyglądał.

Najwyraźniej oprócz gadulstwa, złośliwości i masy wulgaryzmów, kurczak miał również jeszcze jedną wadę – trudny charakter.

No co za paranoja...
Niniel
2008-02-02, 13:03
Driudka wzniosła oczy ku niebu. "Bogini, widzisz i nie grzmisz?!". Wzięła kilka głębszych oddechów. "Nie daj się mu wyprowadzić z równowagi!".

Spróbowała ponownie:
-Tak, jestem druidką. Niezbyt doświadczoną, ale druidką. -zsunęła kaptur z włosów. -Do tego elfką. Srebrną. Zadowolony? Ale teraz ja zadają pytania. A ty odpowiadasz, chyba że wolisz jednak... "skończyć jako cudzy obiad." -spojrzała z ukosa na koguta. "Ciekawe, jak by wyglądała jego mina, gdyby był człowiekiem..."

-Po pierwsze: zwą cię jakoś? Miło by było znać imię koguta, z którym się... rozmawia. Ja jestem Selene- uśmiechnęła się lekko. - I druga sprawa. Czy przydarzyło ci się wcześniej coś niezwykłego? Nie wiem, spotkałeś jakiegoś maga, bądź twoja kurza matka była niezwykła? -"Albo dostałeś cegłówką w czerep...."-Bo twoich hmm... pobratymców nie mogłam zrozumieć. Tylko ciebie było słychać.- zamilkła, zżerana ciekawością, co też kogut jej opowie.
DaMi
2008-02-06, 11:23
Kogut zatrzepotał skrzydłami tak mocno, że druidka z ledwością utrzymała go w uścisku. Brakowało dosłownie chwili, a wypuściła by go w siną dal.

- Moja kurza.. matka? Osz, cholera, żebym ja tylko znów był człowiekiem, to bym ci pokazał, panienko, że mojej matce nic nie brakowało! Druidka chędożona się znalazła! Jestem człowiekiem! Pieprzonym, stuprocentowym, człowiekiem!

Kogut gdakał, kręcił się, trzepotał skrzydłami i sypał pierzem. Gdyby nie dziób, zapewne wykrzywiony byłby teraz ze złości i nerwów. Selene była pewna, że pod maską piór, na twarzy jest obecnie czerwony jak burak.

- Jestem człowiekiem! Bardem! Znanym bardem! Mythios, musiałaś o mnie słyszeć! Kojarzysz 'Trzy wesołe młynareczki'? To moja ballada!

Selene nigdy nie słyszała o trzech wesołych młynareczkach. Choć mogła się domyślać, o czym była to w istocie ballada. Póki co słyszała jedynie nienaturalnie gadatliwego koguta.
Niniel
2008-02-06, 17:52
Po raz kolejny druidka dostała skrzydłami po twarzy.

-Uspokój się, no! Gdybyś nie zauważył, jestem pierwszą osobą, która nie próbuje przerobić Cię od razu na rosół, więc skończ z tym! -stwierdziła z lekka poirytowana reakcją koguta. "Jak ten pseudo-bard w ogóle śmie tak do kobiety mówić?!" Wzięła po raz kolejny kilka głębokich oddechów.

-Wybacz, jeśli obraziłam twoją matkę, zresztą wiesz, że nie było to celowe. - kontynuowała już spokojniej. - I nie denerwuj się tak. Przepraszam. Zadowolony?

Miała nadzieję, że złagodzi choć trochę złość koguto-barda. W dodatku ile można się gniewać na śliczną srebrną elfkę i do tego wegetariankę?..

-Może i jesteś człowiekiem, ale raczej nie stuprocentowym.- uśmiechnęła się z przekorą. - Kto cię tak Mythiosie urządził? - postanowiła przemilczeć fakt, że w życiu nie słyszała "Trzech wesołych młynareczek". Grunt, że domyślała się z grubsza, o czym w balladzie mogła być mowa. -Opowiedz, mamy czas. Może mimo mojego chędożadztwa zdołam ci jakoś pomóc. I wrócisz do swojej poprzedniej postaci. - dodała cierpko. "O ile rzeczywiście jesteś człowiekiem, a nie kogutem z rozdwojeniem jaźni..."
DaMi
2008-02-06, 21:17
Kogut uciszył się i spokorniał na chwilę. Tylko na chwilę, ale na wystarczająco długą, by Selene zdołała się domyśleć, że jej słowa obudziły w nim pewne nieprzyjemne wspomnienia. Na tyle nieprzyjemne, by kolejne słowa kurczak wypuścił z siebie znacznie spokojniej.

- Zadowolony, zadowolony... nawet nie wiesz jaka to ulga, że ktoś mnie rozumie... bogowie, kobieto, wiesz co się ze mną dzieje? Od czterech dni duszę się w klatce z resztą debilnych ptaków! Śmierdzę, nie myję się, sram pod siebie, jem pieprzoną karmę i codziennie żyję z przekonaniem, że ktoś mnie kupi i zostanę zjedzony...!

Gdyby tylko miał normalną, ludzką postać, na pewno jego ramiona drgałyby właśnie w spazmie rozpaczy i z trudem tłumiłby łzy. Jego głos, mimo iż zniekształcony, pełen był grających w nim emocji.

- Przeklęty ja! Przeklęty! Nic nie rozumiesz... mi się nie da pomóc! Nikt nie może! Zagrałem o jedną balladę za dużo! Powiedziałem o jeden pamflet za dużo! Jednej, nieodpowiedniej osobie... a teraz nie ma już dla mnie nadziei!

Selene nie znała się na klątwach zbyt dobrze, ale była niemal pewna, że kurczak przesadza. Owszem, klątwa zamiany kogoś w zwierzę na stałe była silna i z pewnością ktoś rzucił ją celowo.. ale musiał istnieć jakiś sposób na jej odczynienie. Pytanie tylko, czy druidka miała ochotę się angażować w tę sprawę. No i poszukać kogoś, kto się tym zajmie.
Niniel
2008-02-07, 10:53
Z rozrzewnieniem patrzyła na koguta. "Biedny... Tyle przeszedł, tyle niemiłych wspomnień." Podjęła niezłomne postanowienie, że musi mu pomóc. Jeszcze nie wiedziała jak, ale na pewno pomoże. Na pewno!

-No już, już...- pogłaskała koguta uspokajająco po grzbiecie -Nie śmierdzisz aż tak bardzo. Kury chyba czyszczą swoje pióra dziobem jak grzebieniem, wiesz? I zaraz poszukamy czegoś lepszego do jedzenia dla ciebie, dobrze? -uśmiechnęła się promiennie.

-Czyli cztery dni temu ktoś rzucił na Ciebie klątwę?.. Z tego co wiem, takie klątwy są bardzo silne, tak jak mówisz, ale do odczynienia. Wiec dziób do góry! Na pewno znajdziemy kogoś kto się na tym zna i ci pomoże. No już, rozchmurz się! Nadzieja jest zawsze - uśmiechnęła się i wstała z kogutem pod pachą. -Póki co, musimy chyba poszukać jeszcze jakiegoś miejsca do noclegu- dodała i ruszyła przed siebie.

"Gdyby tylko Mormegil żył..." pomyślała, jednak szybko odegnała tę myśl niczym natrętną muchę i przywołała na twarz uśmiech.
DaMi
2008-02-07, 11:11
Kurczak wydał z siebie trudny do sklasyfikowania odgłos. Coś pomiędzy ludzkim westchnieniem, kurzym, cichym gdakaniem i gardłowym bulgotem. Może trudno w to uwierzyć, ale właśnie tak to zabrzmiało.

Gdyby tylko miał ręce, zapewne przytuliłby się teraz z całej sił do druidki za miłe słowa. Tak, mógł jedynie pokręcić kurzym łbem, ocierając się o nią.

Nawiasem mówiąc, o podbrzusze. Wiedział, skubany (ha! ciekawe słowo w odniesieniu do kury!) jakie miejsce wybrać. Natura barda ponad wszystko!

- Nie śmierdzę AŻ TAK bardzo, co? - zagdakał, spod jej pachy gdy już się nieco uspokoił i gdy Selene wstała - Ha, nie wiem jak sobie to wyobrażasz, wejdziesz do karczmy, zamówisz sobie befsztyk a mi miskę ziarek? Poza tym, jak u ciebie ze stanem portfela? Dziś jest dzień targowy, wszystkie ceny w tej zawszonej wiosce poszły w górę, druidko..

Kurczak nie kurczak, ale łeb - ha! - na karku miał.

Jeszcze.

Jak to kurczak.
Niniel
2008-02-07, 20:29
Druidka pewnie złapała koguta i wstała, przerywając te kurze czułości. "Jednak ludzie nie mylą się co do bardów..." pomyślała rozbawiona.

"Ma rację, skubany... Eee... Ciekawie to brzmi" uśmiechnęła się pod nosem, idąc przez ostatnią z wiosek. "1ZM moneta sprawy nie załatwi. I gdzie ja mu znajdę jedzenie? Chyba że dostanie pokruszoną bułkę z racji żywnościowych. Oby nie był zbyt wybredny..."

-Masz sporo racji, Mythiosie. Jeśli nie będzie miejsca w gospodzie, albo będzie zbyt drogo, czeka nas noclegowanie pod gołym niebem. Na szczęście mamy lato i nocą aż tak zimno nie jest. No i płaszcza dla ozdoby nie noszę. -uśmiechnęła się do koguta. - A co do jedzenia.. dostaniesz coś z moich zapasów na drogę.-

"Mam nadzieję, że uda mi się karczmarza przekonać do jakiejś tańszej zapłaty. Bo podobno gadane jako takie mam. I urodę tyż... Może uda mi się to odpracować, jeśli będzie tylko trochę ponad 1ZM. Chociaż jeśli to naprawdę taki zdzierca, jak mówił dziadek, to będzie krucho..." niezbyt optymistyczne myśli przechodziły Druidce przez głowę, gdy rozglądała się w poszukiwaniu szyldu "Wesołego umrzyka".
DaMi
2008-02-07, 22:17
Kogut z wyraźną niechęcią dał się odciągnąć od podbrzusza druidki. Niby kurzy łeb, ale.. przez krótką chwilę Selene zastanowiła się, jakby to było, gdyby bard był tutaj w swojej naturalnej postaci i trzymał w taki sposób głowę.. Niby głupia, nieważna, banalna myśl, ale jednak mimo wszystko sprawiła, że Selene mimo własnej woli i zdrowemu rozsądkowi zaczerwieniła się i poczuła zastanawiające ciepło w 'zagrożonej' okolicy swego ciała.

Kurczak zagdakał ponownie.

- Ha, tak jak myślałem! Krucho u ciebie z forsą, co, mała? - gdakał, jak gdyby był z siebie i własnej przenikliwej domyślności szalenie dumny - Słuchaj, mam pomysł... zróbmy z tych wieśniaków kretynów, co? Chodźmy na rynek, wejdź na podest i wydawaj mi komendy. Ja je będę wykonywał, a ci tępogłowi wieśniacy od macania kur będą nam płacić za dziwowisko, co ty na to?

Gdyby tylko miał usta, na pewno uśmiechałby się właśnie szelmowsko. Co do tego Selene nie miała żadnych wątpliwości.
Niniel
2008-02-08, 10:16
"Ciekawe jak ten bard wyglądał, zanim go zrobili w koguta..." myślała z lekka zawstydzona druidka.

-Ano krucho, krucho. Fakt, jakiś sposób na uciułanie paru monet to jest. Ale ile taki tępogłowy wieśniak wrzuci ci do kapelusza, hę? I czy nie sądzisz, że to trochę lekkomyślne? Bo co będzie, jeśli ktoś bardzo ciekawy postanowi mieć tego cudownego koguta tylko dla siebie? Porwie cię, a gdy zorientuje się, że nijak się z tobą nie może dogadać, skończysz jako obiad. Więc decyzja należy do Ciebie - wyszczerzyła się do koguta.

"Już wolałabym chyba w tej karczmie za kelnerkę robić, niż tak publicznie występować.. Brrr..." Selene nie była zbytnio optymistycznie nastawiona do pomysłu Mythiosa. Jeśli jednak on zechce się narażać, to cóż, pójdzie mu na rękę. Czy też raczej skrzydło.
DaMi
2008-02-08, 11:17
Kogut wyraźnie się ożywił. W sumie to nawet nie dziwiło. Wreszcie, po kilku dniach prawdziwej traumy uśmiechnęło się do niego szczęście. Ktoś go rozumiał, ktoś go pocieszał i dawał nadzieję na ewentualny powrót do własnej postaci, ktoś był mu bratnią duszą. To działało na niego wyjątkowo budująco. Aż dało się odczuć.

Optymizm bijący z jego dziwnego, kurzego, głosu połączony z brakiem przekleństw był aż nazbyt zauważalny.

- No ty tu jesteś szefem, mała! - zagdakał - Ale wiedz, że razem możemy wyczyniać takie cuda, o jakich ci wieśniacy nawet nie śnili! No proszę siadać, mogę nawet zastepować, jeśli rozkażesz! Na publicznych występach zjadłem sobie zęby, mała!

Zagdakał w bardzo dziwny, hałaśliwy i terkoczący sposób. Dopiero po chwili Selene zrozumiała, że to jakiś rodzaj kurzego śmiechu.

- Rozumiesz? "Zjadłem zęby!" Kury nie mają zębów! - i znów terkotanie, jak w źle naoliwionej, gnomiej maszynerii.
Niniel
2008-02-08, 21:17
-Popatrz, popatrz. Przypomnę ci kiedyś, co powiedziałeś - uśmiechnęła się szeroko do kurczaka. "Widać, jak bardzo się cieszy, że nareszcie ktoś go zrozumiał i nie chce zesztukować... Nie mogę go teraz zawieść." myślała z radością, że może komuś pomóc. "I miło, że już nie klnie jak szewc"

-Wiesz, najpierw zapytajmy właściciela gospody ile chce za nocleg, żebyśmy wiedzieli, ile mamy jeszcze nazbierać. Potem... Czemu nie, Bezzębny - tu elfka zaśmiała się perliście - pójdziemy i pokażemy parę sztuczek wieśniakom. Ale tylko tyle, żeby móc zapłacić za pokój. Żeby nic i nikt się do nas nie przyplątał, dobrze?-

"Obym szła w dobrym kierunku. Może powinnam się kogoś zapytać, gdzie ten "Wesoły Umrzyk"?" Druidka miała nadzieję, że nocleg nie będzie aż tak drogi. Że wieśniacy będą hojni. Że nie wzbudzą wielkich podejrzeń. I że w końcu znajdą tę przeklętą gospodę!

Tak, nadzieja to świetna rzecz.
DaMi
2008-02-09, 09:45
Selene poprawiła uchwyt, jakim pod pachą uraczyła kurczaka. Zaskakująco przyjemny zapach mokrych piór wypełnił jej nozdrza, a ciepło bijące od koguta dawało uczucie.. spokoju. Takiego kobiecego spokoju. Uczucie bycia potrzebnym. Ba, wręcz niezbędnym do życia.

Uświadomiwszy sobie tę myśl, Selene nie potrafiła powstrzymać się od delikatnego uśmiechu. Świadomość bycia aż tak potrzebną dla kogoś, dodawała otuchy.

- A kto ma się przyplątać? - gdakał niepocieszony - Dziewczyno, to dzień targowy! Ludzie płacą tu za wszystko, łącznie z zobaczeniem muczącej krowy, a co dopiero za wytresowanego kurczaka!

Mimo to Selene szła dalej. Gdy weszli między ludzi, siłą rzeczy rozmowy musiały ustać.

Znaleźć karczmę wcale nie było tak trudno. Było to drugie miejsce - zaraz po rynku - gdzie kłębiło się najwięcej osób. Sama karczma nie imponowała może ani rozmiarami ani jakimś szczególnym wystrojem, ale cieszyła oko znużonego wędrowca. Ot, wioskowa karczma. Idealne miejsce, by się zechlać, wziąć udział w bójce, wrócić późną nocą do domu i sprać po tym wszystkim żonę. Żyć nie umierać.

Budynek miał jedno piętro, łupkowy, spadzisty dach w kształcie trójkąta, szerokie, dwuskrzydłowe drzwi, oraz sporą 'werandę' na któej rozstawiono również stoliki. Obecnie kręciło się wszędzie wokół sporo lokalnych moczymordów pospołu z kupcami i wszędobylską dzieciarnią.

- Kogut! Kogut! - śmiały się z Selene, niosącej w dziwny sposób swego towarzysza.

- Pewnie, że, kurwa, kogut.. przecież, do ciężkiej cholery, nie jakaś pieprzona kaczka... - Mythos dusił w sobie kolejną serię przekleństw.
Niniel
2008-02-09, 10:56
Zapach pierza jednocześnie przypominał druidce dni dzieciństwa. Gdy jako mała dziewczynka ganiała za kurczakami wuja, by uszczknąć z ich ogonów parę piór. Gdy musiała przepychać między starymi kwokami, by podebrać świeże jaja. Gdy tuliła w ręku puszyste, piszczące, żółte kuleczki.

"Teraz jestem dla niego prawie jak matka. Muszę mu znaleźć co jeść, gdzie spać..." - uśmiechnęła się do swoich myśli. Napawały ją jakimś wewnętrznym spokojem, motywowały do dalszych działań i wymuszały wszelką ostrożność.

W końcu znalazła "Wesołego umrzyka." Przyglądnęła się fasadzie wiejskiego budynku i kłębiącym się przed nim ludziom. "No dobrze. Nie jest tak źle. Typowa wiejska gospoda.Raz kozie śmierć. " Poklepała koguta wolną ręką po grzbiecie. Nachyliła się nad jego łbem i szepnęła -A teraz sza! Postaraj się nie gdakać zbyt głośno, dobrze?

Zignorowała wrzeszczące dzieciaki. "A niech się nabijają, ile chcą." Zaczęła przeciskać się przez werandę do wnętrza gospody. Do najłatwiejszych rzeczy to nie należało, biorąc pod uwagę gderliwego koguta pod pachą i tłum wieśniaków. W końcu jednak jakoś i to się jej udało.

Uważając, aby nikogo po drodze nie potrącić, stanęła z boku pod ścianą i rozglądnęła się w poszukiwaniu karczmarza.
DaMi
2008-02-09, 23:12
- Pilnuj siebie, gdy będziesz tłumaczyć, po jaką cholerę mnie tu przyniosłaś – Selene gotowa byłaby przysiąc, że kogut właśnie skrzywił się z niesmakiem, bardzo na coś obrażony.

Nie dość, że dopiero co uratowany, to jeszcze mu się coś nie podoba! Ha, nie da się ukryć, że jak na barda przystało, do każdej sprawy podchodził w niezwykle emocjonalny sposób.

Ale na to Selene nie miała już czasu. Poganiana przez śmiech dzieci i ciekawe, ale nie natarczywe spojrzenia lokalnych mieszkańców, weszła do karczmy, rozglądając się ciekawie wokoło. A było na co patrzeć. Karczma bowiem od wnętrza wyglądała niczym prostokąt o dłuższym boku jakiś 20 a krótszym, może 15 metrów. Słowem, była naprawdę spora. Ale też i takie było zapotrzebowanie na trunki. Tym bardziej, w dzień targowy. Co tu dużo kryć – znaleźć miejsce siedzące było niemożliwością. Każde krzesło było zajęte, zaś piwo przelewało się radośnie przez ścianki kufli. Gości nie brakowało. Dziewki służebne tylko uwijały się to w jedną, to w drugą stronę, odnosząc puste a nosząc pełne kufle.

Dzień targowy!

Schody prowadzące na piętro umieszczone przy zachodniej ścianie sali niewątpliwie prowadziły do części mieszkalnej. Przy ścianie przeciwległej do wejścia znajdował się kontuar, za którym to postać bez wątpienia musiała być barmanem. Właśnie zajmował się fascynującą czynnością, jaką niewątpliwie było nalewanie piwa do kufli.

Bogowie, ile oni mogą tego wypić?

Wesołe śmiechy, krzyki i gwar prozaicznych, męskich rozmów przy złocistym trunku świadczył jednoznacznie, że mogą, i to sporo.
Niniel
2008-02-10, 13:59
"Zawsze mogę Cię wypuścić, jak nie chcesz być wszędzie noszony. Bezpańskie koty, psy i wiejska dzieciarnia na pewno się tobą troskliwie zaopiekują. Ech." Pomyślała elfka. To zachowanie koguta zaczynało ją powoli irytować.

No bo ile w końcu można słuchać ciągłego narzekania?! Zdecydowanie bardziej odpowiadała jej wersja miłego, optymistycznie nastawionego, choć wciąż upierdliwego, kurczaka. Póki co, nie miała na szczęście zbyt wiele czasu, by się nad tym zastanowić.

Rozglądała się dookoła szeroko otwartymi oczyma. "Spora ta karczma... A i tak nigdzie miejsca" uśmiechnęła się, patrząc na pijanych mężczyzn. Biała piana spływała z kufli wypełnionych po brzegi piwem. Elfka nigdy nie próbowała nigdy tego trunku. Zbyt dużo słyszała, jak słabym głowom mąci myśli i plącze język. Nie miała chęci obudzić się w nieznanym miejscu, obok nieznanych ludzi, z dziurą w pamięci.

"Ile oni mogą tak pić?" Dziwiła się niepomiernie wieśniakom, pijących kufel za kuflem, tak, że dziewczyny ledwo nadążały donosić kolejne.

Po drugiej stronie gospody zauważyła w końcu kontuar i stojącego za nim mężczyznę. "No, nareszcie!" pomyślała i ruszyła w tamtym kierunku. Ostrożnie, aby nie potrącić uwijających się kelnerek i znieczulających się gości, przedarła się przez całą długość sali i stanęła przed barmanem.

Przywołała na twarz najszerszy uśmiech i zapytała - Przepraszam pana... Czy są jeszcze wolne pokoje? Jeśli są, to ile należałoby się za jeden nocleg dla jednej osoby? - miała nadzieję, że mężczyzna przerwie choć na chwilę nalewanie złocistego trunku i odpowie na jej pytanie.
DaMi
2008-02-10, 19:50
Kogut jednak na te słowa już nie odpowiedział. Co tu dużo mówić, byłoby to nieco nie na miejscu. Nawet w takich okolicznościach, gdy ponad połowa gości 'przybytku' była już pod wpływem alkoholu, widok srebrnej elfki dyskutującej w najlepsze z drobiem mógłby zostać odebrany co najmniej dziwnie.

I tak sam fakt, że weszła tu, dźwigając pod pachą koguta wystarczył, by poczuła na sobie serię zaczepnych spojrzeń. O taaak.. to było coś niecodziennego, nawet jak na wioskowe realia.

Dostać się do kontuaru było dość trudno, ale dla zgrabnej, młodej kobiety zawsze 'znajdzie się miejsce'. Selene musiała przyznać, że towarzystwo masy podpitych mężczyzn coraz mniej jej się podobało.

- Coś polać, panienko? - odezwał się karczmarz, dość sympatycznie wyglądający osobnik płci męskiej i lat na oko, czterdziestu – Aaa, pokoje? No to już insza inszość, moja droga! Ta, znajdzie się wolny kąt dla... hola, kurczak to co, zwierzątko domowe? Po coś go tu wniosła?

Niezręczne pytanie, które prędzej czy później musiało paść, wywołując żywe zainteresowanie u najbliżej stojących bywalców.
Niniel
2008-02-10, 21:29
"Oby chociaż część z tych pijaków miała jakikolwiek kręgosłup moralny". Nie czuła się zbyt pewnie wśród tylu zamroczonych alkoholem mężczyzn. Kto wie, co któremu by strzeliło do łba?

"No masz.. " Druidka usilnie próbowała coś wymyślić. Coś co nie wzbudziłoby podejrzenia, a jednocześnie ucięłoby następne pytania o kurczaka. Trudne miała zadanie. Dziw, że z jej uszu nie zaczęło dymić.

"Muszę blefować... Bo raczej prawdy mu nie powiem. Jeszcze mnie za wariatkę wezmą! " Elfka nie lubiła kłamać. Jednak w tej sytuacji, co mogła odpowiedzieć barmanowi? Szukała czegoś, czego nie uzna za miałkie. "Druidka, elfka - magia... Magia - nauczyciel mistrz... Mistrz - siła, potęga... Mistrz - misja do wykonania!"

-Nie dziękuję, nie pijam - uśmiech- A co do koguta... Przepraszam Pana za kłopot, ale...- Pochyliła się konspiracyjnie w stronę barmana i szeptem powiedziała- Kupiłam go na targu dla mojej Pani. O tak, wielka z niej czarodziejka! Kazała mi kupić u ludzi kurczaka. A dowiedziałam się, że podobno koguty z Brengfost są niezwykłe. Ten jest jej potrzebny żywy. Nie wiem do czego, bo to tajemna sprawa! A z Panią lepiej nie dyskutować. - Miała nadzieję, że to kłamstwo jakkolwiek liche czy nie, zamknie usta karczmarzowi. Bo kto chciałby zadzierać z potężną czarodziejką?

-Mam nadzieję, że pomoże mi Pan? - uśmiechnęła się przymilnie - Ile więc musiałabym zapłacić za nocleg?
DaMi
2008-02-11, 11:32
Czy to wpływ alkoholu i ogólnie panującej tu rozwiązłej atmosfery? A może fakt, że Selene była młodą, śliczną elfką, budzącą oczywiste zainteresowanie u ludzi? A może ta dziwna do uchwycenia aura, jaką roztaczały wokół siebie osoby choć w niewielkim stopniu posługujące się magią sprawiła, że na twarzy barmana wykwitł wyraz trudnego do opisania zdumienia przemieszanego z zatroskaniem?

- Rozumiem, rozumiem... - wyjąkał, badawczo patrząc na Mythiosa - ...tak, tak, rozumiem...

Wyraz jego twarzy jawnie przeczył temu stwierdzeniu, ale Selene mogła chyba odetchnąć z ulgą. Wszystko wskazywało na to, że kłamstwo, choć naiwne, chyba spełniło swoją rolę.

- Ale czy to... - spojrzał wymownie na kurczaka, wciąż grzecznie siedzącego pod pachą druidki - ...jest na pewno bezpieczne? Tu porządny lokal, nie chcę żadnego... tego, czarostwa.

Nachylił się wymownie nad Selene, sciszając głos.

- Wystarczy już, że mamy w wiosce czarownicę... na obrzeżu lasu żyje, straszna baba... kobiety do niej często chodzą. Lubczyku im waży, leczy czasami... może do niej, pani, pójdziesz? Na pewno przenocuję... tego, koleżankę po fachu.

No takiej reakcji nie można było się spodziewać, sądząc po ilości magii sprzedawanej na jarmarku. Najwyraźniej karczmarz żywił jakiś osobisty afekt do magii i osób się nią zawodowo zajmujących.
Niniel
2008-02-11, 18:50
"Przełknął to! No nie mogę, przełknął to!" W duchu Selena tańczyła właśnie własną interpretację tańca zwycięstwa. "Może i będzie gdzie przenocować!" Niestety, tylko pierwsze zdania karczmarza wywołały taką reakcję. Po następnych nie było jej już tak do śmiechu. Zachowała jednak miły uśmiech na twarzy.

-Kogut grzeczny i na pewno bezpieczny. A co do mnie... - pochyliła się odrobinkę niżej, odgarniając włosy za spiczaste ucho - rozumiem pana obawy. Proszę się jednak nie martwić. Ja nie władam zbytnio magią. Mało wiosen przeżyłam, co mam nadzieję widać - uśmiechnęła się figlarnie - i poznałam zaledwie początki tej sztuki. Z mojej strony, mogę dać panu słowo elfa: "żadnego czarostwa" w tej zacnej gospodzie! - i uniosła dłoń jak do jakiejś przysięgi.

-Dziękuję za informację o tej starej babie... - kontynuowała cicho.- Tylko widzi pan, między czarodziejkami a czarownicami różnica jest. I to na niekorzyść tych drugich. -zrobiła zbolałą minę. - Dlatego proszę pana, pan takie miłe wrażenie na mnie zrobił... I głównie dlatego postanowiłam w ogóle usta otworzyć. Niech pozwoli mi pan tutaj przenocować! Chyba, że woli pan żebym naprawdę poszła do tej kobiety, po której nie wiem czego się spodziewać- skończyła prośbę i znów uśmiechnęła się przymilnie.

"Nie to nie, człowieka na kolanach błagać nie będę. Nie zgodzi się, trudno, idę do tej czarodziejki czy tam czarownicy." postanowiła twardo w myślach.
DaMi
2008-02-12, 12:37
Na twarzy karczmarza wykwitł wyraz bezbrzeżnego zamyślenia. Selene doskonale widziała, jak walczą w nim dwie opozycyjne do siebie koncepcje. Z jednej strony najchętniej wygnałby czarodziejkę jak tylko się da najdalej. Z drugiej jednak perspektywa zarobku ze strony tak ślicznej elfi nie pozwalała mu na skrajną nieuprzejmość. Jak tak młoda i piękna kobieta może trudnić się, tfu, czarostwem? Najwyraźniej nie był w stanie tego zrozumieć.

A od Mythiosa właściwie nie odrywał wzroku, jakby pewien, że kurczak zaraz przemówi ludzkim głosem, albo zacznie miotać ogniem.

- Pokój dla pani... ee... - zająknął się, a jego głos co i rusz ginął w otaczającym ich hałasie - ...mam ostatni na zbyciu. Tego, najlepszy pokój w całej karczmie... tego, jedyne osiem monet. Złotych.

Cena wyglądała na absolutnie wyssaną z palca. Pokój za osiem złotych monet? Za taką cenę można było dobre dwa dni mieszkać w dobrej karczmie w Esendi czy Broln!

Najwyraźniej plotki o pazerności karczmarza nie były bezpodstawne. Albo cena została ustalona tak wysoka specjalnie, by tylko odstraszyć Selene od nocowania tutaj.
Niniel
2008-02-12, 16:40
Na twarzy Selene pojawił się wyraz bezbrzeżnego zdziwienia. Mało brakowało, a rozdziawiłaby buzię i stała tak, wpatrując się bezmyślnie w karczmarza.

"O kufffa... Osiem złotych monet?! Czy ten człowiek rozum postradał?! Za osiem złotych monet to w większym mieście dłużej bym mieszkała! Czyli jednak dziadek miał rację. Facet chciwy aż do granic przyzwoitości!" Druidka gotowała się w środku. "I czego tak wlepia gały w Mythiosa?!"

"Tyle lawirowania, zmyślania i przymilnego uśmiechania się, żeby TO usłyszeć?! No nie. Tak być nie może!" rozpaczliwie próbowała wymyślić coś, aby zatrzymać ten pokój, a jeśli nie uzbiera 7 ZM, by kłamstwo się nie wydało, a karczmarz nie odniósł szkody.

Jak to mówią... Między młotem a kowadłem.

-Osiem złotych monet, powiadasz panie... Niech będzie. - wyszczerzyła się z ironią - Przyjdę wieczorem. A to, żeby się pan nie rozmyślił. - Położyła 1ZM na blacie.- Więcej przedpłaty nie uiszczę, bo im mniej złota na przechowaniu tym lepiej -

Liczyła , że 1 moneta załatwi sprawę oczekującego na nią pokoju. Jeśli nie, zabrałaby ją z powrotem i, podziękowawszy uprzednio odpowiednio "uprzejmie" gospodarzowi, poszła szukać noclegu pod gołym niebem.

Elfka z żalem patrzyła na ostatnie pieniądze wybywające z jej sakiewki. "Trudno. Oby na tym jarmarku rzeczywiście płacili nawet za muczące krowy. Nie uzbieram 7 ZM -też trudno, przecierpię i tę jedną niepotrzebnie wydaną." myślała, wychodząc z "Wesołego umrzyka"

W końcu pieniądze to nie wszystko, prawda?

Ale wszystko bez pieniędzy...
DaMi
2008-02-13, 11:03
Mina karczmarza w jednej chwili z przepraszająco, głupio uśmiechniętej zmieniła się w minę zbitego, nieszczęśliwego psiaka. Tak ambiwalentnie, z jednej strony cieszącego się z perspektywy niesamowitego zarobku, a z drugiej strony plującego sobie w brodę, że 'czarownica' i tak będzie u niego nocować. Pod jego dachem! Bogowie!

Przyparty do muru pod faktem dokonanym nie był w stanie zrobić nic więcej, niż zgarnąć złotą monetę i wpakować do sakiewki noszonej u pasa, oraz wyjąkać usłużnie.

- Oczywiście, pokój będzie na szacowną panią... tego, czekał. Proszę przyjść o dowolnej porze. Wszystko będzie... tego, gotowe.

Selene jednak już była w drodze do wyjścia z kraczmy. Tłum ani o jotę nie zmalał, ale teraz, z pustą sakiewką, szło się jakby lżej. Choć raczej tylko w przenośni. Myśl, że rozpaczliwie trzeba jakoś zarobić pieniądze nie dodawała druidce otuchy. Jakby na sprawę nie patrzeć, Selene niezbyt do tej pory przejmowała się tego typu dobrami. Prawdziwemu druidowi wszystko, czego potrzebował do życia, dostarczała natura. A teraz wszystkie jakieś problemy z karczmą, pieniędzmi i gadającym kurczakiem zwaliły jej się na głowę...

Gadającym kurczakiem!

- Nie podoba mi się myśl o spędzeniu tam nocy... - mruknął Mythios cicho – widziałaś jak ten piernik się na mnie gapił? Zupełnie jakby planował mnie ukraść i odsprzedać jakiemuś magowi za specjalną cenę. To stary zgred, nie ufałbym mu. Osiem monet! Kto, kurwa, płaci osiem monet za pokój w takiej dziurze! Naprawdę, już wolałbym spać w kurniku!

Mimo standardowej dla niego zgryźliwości, mówił całkiem z sensem.
Niniel
2008-02-13, 16:29
"Pieniądze.. Praca... Pieniądze..Praca..." Te słowa druidka powtarzała w myślach niczym jakąś mantrę. Może liczyła, że monety w magiczny sposób same pojawią się w sakiewce?

W przeszłości o takie rzeczy troszczył się jej mistrz. Teraz nadeszła pora, by sama zmierzyła się z ponurą i okrutną rzeczywistością. Rzeczywistością ze wszystkimi jej problemami i zawiłościami. Wliczając w to gadające kurczaki. Optymizmem to nie napawało.

Do tego znowu ten pulsujący ból głowy. Cywilizacja!

-Dziękuję Mythiosie, że przez cały czas zachowywałeś się jak anioł... - Potarła dłonią czoło, usiłując wymyślić plan działania. - Mi też ten karczmarz się nie podoba... Jak można choćby myśleć, że magia to coś złego?.. Masz rację też co do ceny. Osiem złotych monet. W głowie się to nie mieści. Jeśli nie uzbieramy tych brakujących siedmiu, to kaplica. Lepiej spać za zamkniętymi drzwiami, niż w polu, nie sądzisz?- uśmiechnęła się delikatnie -Poza tym.. Zdziwię się, jeśli na nasz pokój nie znajdzie wędrowca, który zapłaci więcej. W ostateczności mamy namiot...

Szli w kierunku placu głównego. "Niech nikt nie zajmuje podestu. Niech nikt nie zajmuje podestu!"

-Póki co, musimy wymyślić coś na pokaz - wyszczerzyła się szeroko do kurczaka. -Skądś te pieniądze wytrzasnąć musimy,nie? Proponuję pianie na komendę i dziobanie w ziemię na wynik dodawania. Co ty na to? Bo coś na monety mamy - zaśmiała się i wyciągnęła z plecaka kubek.
DaMi
2008-02-16, 11:46
Mythios zagdakał, tym razem jak prawdziwy kurczak, bez słów. Najwyraźniej nazwanie go 'aniołem' bardzo mu się podobało. Nawet jeśli Selene chwaliła go niczym małego chłopca, nie zwrócił na to uwagi.

- Może być – rzekł po chwili cicho, gdyż druidka znajdowała się obecnie w większym skupisku ludzi – możesz kazać mi też dziobać ludzi, skakać na komendę i robić masę innych rzeczy. Sporo mogę – gdakanie jakie z siebie wydał do złudzenia przypominało śmiech.

Rynek nie zmienił się szczególnie w ciągu kilkunastu minut. Nadal panował tu hałas oraz wszystkie zmysły atakowała feeria barw, zapachów, tudzież dźwięków.

- Nawiasem mówiąc, ja na twoim miejscu zarobiłbym tutaj, a spać poszedł do owej 'wiedźmy'. Nie wiem, czemu jesteś sceptycznie do niej nastawiona? Czarnej mszy ze mną nie zrobi, jeśli o to ci chodzi.

Znów gdaczący, nieco złośliwy śmiech.

Podest owszem, był zajęty. Nie było nań co prawda kobieciny sprzedającej drób, ale tym razem stał tam jakiś mężczyzna oferujący ubrania. Miał nawet ładny wybór. Na podeście jednak znalazłoby się miejsce dla kobiety z... kurczakiem.
Niniel
2008-02-16, 19:27
"Taa, mężczyźni rasą panów. Jedno pochlebstwo i da się za ciebie pokroić. Jak to mawiała ciotka... A, mężczyzna jest głową, lecz kobiet szyją, która tą głową kręci" Pomyślała z uśmiechem druidka.

-Już w to to nie wątpię. W razie czego będziemy improwizować- mrugnęła do kurczaka. Nie lubiła nie mieć planu działania ze wszystkimi możliwymi wyjściami z kłopotliwych sytuacji. Kłóciło się to trochę z jej, jakby nie patrzeć, pedantyczną naturą, ale po prostu nie wiedziała czego spodziewać się po wieśniakach. Chyba nie będą mieli nic do elfki z zaczarowanym kogutem?

Znów otaczał ją tłum. Nie lubiła ścisku i hałasu. Wolałaby o stokroć bardziej znajdować się teraz gdzieś w lesie, otoczona starymi drzewami, niż tu, na pseudo głównym placu w dzień targowy. Niezbadane są koleje losu.

-Miałam się ciebie zapytać, czy to właśnie nie ona zamieniła cię w kurczaka. Ale skoro ty nie masz nic przeciwko niej.. To i ja nie mam. O ile to w ogóle jest wiedźma. Lub ktokolwiek posługujący się magią. Może ten karczmarz przesadził?-uśmiechnęła się - Pożyjemy, zobaczymy. Jeśli kobieta zechce nas przenocować , to czemu nie. Póki co martw się tym naszym występem, ty.

Popatrzyła na towary mężczyzny stojącego na podeście. "Całkiem ładne te szaty. Gdybym tylko miała coś w sakiewce..." W Selene odezwał się pierwotny instynkt kobiety: jak wypatrzeć ubranie za krocie. "Nie, teraz nie ma na to czasu!" skarciła sama siebie w duchu.

Rozglądnęła się za jakimiś schodkami wiodącymi na podest. Zaczęła przepychać się w ich kierunku. Nieśmiało postawiła stopę na pierwszym. "Czy to aby na pewno najlepszy pomysł?" zawahała się przez chwilę, jednak wspięła się kolejne. Stanęła z boku podestu i odrzuciła płaszcz do tyłu, by było wyraźniej widać jej srebrnobiałe włosy. Postawiła Mythiosa przed sobą i lekko niepewnie krzyknęła -Ludzie, ludziska! Niezwykłe widowisko, tylko u was w Brengfost! Podejdźcie i zobaczcie, co też wam przedstawiać będę!
DaMi
2008-02-19, 00:42
Tłum otaczał ją zewsząd. Jakaś kobieta targowała się o cenę ozdobnego szala, oferowanego przez mężczyznę na podeście. Ona koniecznie chciała zejść niżej, on zaś wychodził z siebie, by udowodnić jej, że i tak oddaje ową rzecz niemal pół darmo. Ona stwierdzała, że to zdzierstwo, on zaś uważał, że to niesamowita okazja. Tyleż hałaśliwie, co niepotrzebnie.

Na pierwszy rzut oka dało się zorientować, że oboje kłamali.

Selene owszem, zauważyła schodki wiodące na podest. Ów nie był zbyt wysoki, dałaby radę weń wejść nawet i bez schodków. Mimo to dotarła doń i weszła kulturalnie, dając sobie pewien komfort psychiczny. Oto weszła na podest po schodach, pewna siebie, niczym z góry przeznaczona do tej czynności osoba. Wchodzenie po schodach, niczym elf cywilizowany dawało jej pewną przewagę moralną nad kłębiącą się tu tłuszczą i motłochem, który ani chybi ze schodków korzysta tylko włażąc na drabinę.

Mała rzecz, a cieszy.

- Moja zamiana w kurczaka to temat na zupełnie inną balladę, elfko... - zagdakał swobodnie Mythios.

W sumie tutaj i tak nikt go nie rozumiał.

Gdy Selene postawiła go na ziemi i wykrzyczała swoją 'reklamę' początkowo zareagowali jedynie ludzie w najbliższej okolicy, patrząc nań z umiarkowanym zaciekawieniem. Ot, baba z kogutem, też mi dziwo? Gdyby jeszcze postawiła przed sobą norkę, albo szynszyla, ale koguta? Większym dziwem byłaby baba bez ubrań, a nie z drobiem! Ale, najwyraźniej postanowiono dać jej szansę, gdyż niewielkie, bo niewielkie, ale lepsze niż żadne audytorium zgromadziło się u stóp podestu zaciekawione nowym zjawiskiem.

- Cześć, matoły! - zapiał radośnie Mythios.
Niniel
2008-02-19, 14:41
"No, lepszy rydz niż nic. W końcu co to elfka z kogutem" pomyślała elfka, patrząc na publiczkę zgromadzoną przed nią. "Mam nadzieję, że więcej ich tu przylezie, jak zobaczą co Mythios wyprawia." uśmiechnęła się do siebie.

Ukłoniła się dworsko. "A niech zobaczą trochę kultury, wieśniaki jedne." Zatoczyła dłonią krąg po stojących, jakby przygotowując się do wypowiedzenia tajemniczych zaklęć. Gorączkowo zastanawiała się, jak przeprowadzić cały ich ten szemrany występ.

-Myślicie pewnie, że to kogut jakich wiele... -wskazała na Mythiosa. -Ale nie dajcie się zwieść pozorom. Otwórzcie oczy i uszy! Zobaczcie i usłyszcie to, co wielu nie jest w stanie pojąć! -"Kuffaaa.. Zachowuję się jak ten człowiek z szalem..."-Ten kogut, Mythios go zwą, rozumie nas, ludzi! Niewiarygodne? -potoczyła wzrokiem po twarzach wieśniaków, by zbadać ich reakcję. -A jednak! Potrafi liczyć, piać na prośbę znane ballady, stepować.. Co tylko zechcecie!-Złapała w końcu oddech. "To się go nawychwalałam.."

-Może pan zaproponuje coś, co Mythios byłby w stanie zrobić. -Uśmiechnęła się do pierwszego lepszego, w miarę przyzwoicie wyglądającego mężczyzny zaraz przy podeście. -Jakieś proste działanie matematyczne czy tytuł ballady...
DaMi
2008-02-21, 00:47
Selene gdy tylko wypowiedziała imię koguta usłyszała liczne chichoty ze strony publiki. Ta, nawiasem mówiąc, nagle powiększyła się.

- Mythios? Haha, to ten autor 'Trzech wesołych młynareczek'? - śmiali się ludzie, z wyraźnym zaciekawieniem słuchając dalszej części 'występu'.

Mythios z kolei wyglądał tak, jakby jednocześnie rozpierała go duma i palił się ze wstydu.

- Z tym pisaniem ballad, to nie przesadzaj, mała... mało kto umie w tej budzie czytać, by docenić taki kawałek.

Lud, oczywista, nie rozumiał kąśliwych uwag bezczelnego drobiu, słysząc jego słowa jedynie jako gdakanie.

- Ooo.. faktycznie, mądra bestia – śmiali się właściwie z niczego.

Jak to na wsi.

- No nie wiem... - szeroka bruzda pojawiła się na czole zagadniętego mężczyzny, symbolizując skrajne zamyślenie - ...niech mi powi, ile to jest dwa i trzy?

- Sam sobie, kurwa mać powiedz!

Mimo wulgaryzmu, Mythios znał podstawy matematyki. Zdanie wypowiedział w pięciu 'pianiach'.

Tłum śmiał się, sprawiając wrażenie zaciekawionego. Dobry moment by 'pogłębić' występ, atakując czymś naprawdę zachwycającym.
Niniel
2008-02-22, 20:38
Druidka ledwo co powstrzymała się przed pacnięciem w czoło. "Uch, nie pomyślałam że mogą go znać! Masz ci los... Lecz z drugiej strony, jakaś to reklama jest. "

-Nie mówię tu o TYM Mythiosie... Chociaż barda również znałam. Zaginął, prawda? - próbowała nawiązać kontakt z publicznością. –Ale przecież nie to chcę wam, drodzy moi, przedstawić.

"Ocho! Uderz w stół a nożyce się odezwą" popatrzyła na coraz większą widownię. Jak to jest, wystarczy jedno imię, i wszyscy lecą jak muchy do… A zresztą, nieważne. Teraz trzeba wymyślić coś, co zmusi ich do wrzucenia pieniędzy do kubka…”

-Widzicie! Ten kogut rzeczywiście umie liczyć! –tryumfowała po poprawnym zapianiu Mythiosa. – Jednak to nie wszystko, co ta cwana bestia potrafi. Sprawdźmy może teraz, czy zapieje nam jakąś ludzką melodię. Może zechcesz zaśpiewać nam Trzy Wesołe Młynareczki, napisane przez twojego imiennika?- Mrugnęła porozumiewawczo do koguta i wyszczerzyła się w uśmiechu do swojej publiczności
DaMi
2008-02-22, 21:21
Mythios zagdakał szelmowsko, a gdyby tylko był człowiekiem, Selene gotowa byłaby przysiąc, że właśnie w tym momencie puścił by do niej 'oczko' i uśmiechnął szeroko. 'Tego mi właśnie było trzeba, mała, tak trzymaj!' - zdawał się mówić, gdy zamachał zamaszyście skrzydłami i wzbił minimalnie w powietrze.

Tłum śmiał się i pokazywał go palcami.

A chwilę później Mythios zaczął gdakać.

Selene mogła tylko sobie wyobrażać, jak to brzmi w uszach zwykłych ludzi. Dla niej był to normalny, melodyjny śpiew dojrzałego, a delikatnego faceta. Ot, śpiew dość dobrego barda, któremu bynajmniej żadne zwierzę nie uszkodziło uszu. Jak odbierali to ludzie? Dla nich musiało to być dziwaczne mieszanie piania z gdakaniem.

'Nad pewną rzeczką, znacie
nie pytajcie, proszę, gdzie
stał młyn starego Olka
i chaty stały dwie

lecz nie młyn jest najważniejszy
nie chaty stare dwie
lecz stary ojciec Olek
i córki jego trzy'

Melodyjna, prosta melodia, połączona z prostym do zapamiętania tekstem. Czegóż chcieć więcej? Tłum był zachwycony.

- On naprawdę śpiewa! Niesamowite!

Reakcja tłumu była spontaniczna. Coraz więcej ludzi gromadziło się u podestu. Co bardziej wrażliwi na piękno muzyki nawet próbowali śpiewać.
Niniel
2008-02-23, 16:26
"Chyba dobrze trafiłam. Aż puchnie z radości!" pomyślała, patrząc na podskakującego koguta. "Ciekawe, jak u niego z aparycją było. Bo jeśli wyglądał tak dobrze jak śpiewa, to musiał mieć duże powodzenie u kobiet. Ładny, ładny głos... Ale co słyszą ludzie?!"

Elfka patrzyła na coraz większą publikę. Schlebiała jej jej wielkość, aczkolwiek napawała jednocześnie pewnym lękiem. Bo reakcji tłumu nikt nie jest w stanie przewidzieć. Póki co, wieśniacy śmiali się i klaskali, domagając się więcej. "Trzeba to dobrze rozegrać. Jeszcze jeden numer i wyciągam kubeczek."

-Spójrzcie, naprawdę śpiewa! Pomóżmy mu! - Zaczęła klaskać do rytmu. Na szczęście, miała jako takie pojęcie o melodii i rytmice. Ba, w duecie z kurczakiem mogłaby pewnie podbić mało wymagający rynek muzyczny wioski. Miała nadzieję, że ci wrażliwsi na muzykę widzowie przyłączą się do wspólnego wybijania rytmu.

-Brawa dla Mythiosa! - Uniosła dłonie, klaszcząc entuzjastycznie, gdy kurczak skończył swój recital. -Dla tego koguta nie ma rzeczy niemożliwych, jak szanowni widzicie. Czy jest jeszcze coś, co chcielibyście by zaśpiewał, lub zrobił? -zapytała zgromadzonej pod podestem ludności.
DaMi
2008-02-24, 00:14
Mythios śpiewał jeszcze jakiś czas. Względy dobrego obyczaju jednak nie pozwalają mi przytoczyć dosłownie słów jego ballady, jako że ani publika, ani czytelnicy, tudzież również szanowna sztuka tego grzechu nigdy by mi nie wybaczyli. Dość rzec, iż pieśń owa traktowała głównie o fizycznych walorach ciał trzech córek młynarza Olka, o ich bujnym, a fantazyjnym życiu erotycznym ukazanym tu w szczegółach oraz wszystkich możliwych jak również i tych niemożliwych do wyobrażenia kombinacjach.

Tłum był zachwycony.

Mythios, nawiasem mówiąc, też.

- Cholera, po raz pierwszy zacząłem dostrzegać plusy bycia kurczakiem! - zawył radośnie.

Selene zdołała wykrzyczeć swoje ostatnie zdanie, gdy dało się usłyszeć z tłumu krzyk jakiegoś wieśniaka.

- Skoro bydlak naprawdę jest taki mądry, niech wskaże skrzydłem najbardziej puszczającą się kobitę we wsi!

Kurczak nie dał sobie długo powtarzać. Bezczelnie wypiął się na jedną, dość ładną, acz obecnie wykrzywioną w bezgranicznej wściekłości kobietę.

Tłum zaśmiał się jeszcze głośniej. Teraz już praktycznie większość zgromadzonych na targu ludzi było widzami przedstawienia.

- Haha, Marika! - śmiano się z nieszczęśliwie wybranej.

- Jakiemuś kurczakowi wierzycie?! A co on może wiedzieć?!

- Haha, na złodzieju czapka gore!

I tak dalej.
Niniel
2008-02-24, 20:31
Druidka zaczerwieniła się po sam czubek spiczastych uszu. "No nie... nie spodziewałam się, że te trzy wesołe młynareczki będą aż tak... wesołe.."

W każdym razie, piosenka spełniła swoje zadanie. Ludzie byli zachwyceni. Mythiosowi również humor się poprawił.

Po pytaniu któregoś z wieśniaków, i bezceremonialnym wskazaniu nieszczęśnicy przez koguta, Selene coraz mniej zaczęło się to podobać. "No, fizyczność, fizycznością, kończymy tę zabawę" pomyślała. Złapała w jedną rękę wyjęty z plecaka kubek, drugą chwyciła Mythiosa pewnie pod ramię i zeskoczyła z podestu. "A co się będę tarabanić po schodach przy tym braku kultury."

-Ma rację, czy nie, sami jesteście w stanie to ocenić.-Przekrzykiwała tłum. -Teraz, wybaczcie moi drodzy, musimy udać się w dalszą podróż. Zechciejcie proszę wspomóc nas drobną zapłatą za to niezwykłe widowisko! A na pewno pojawimy się tu jeszcze raz, z nowymi piosenkami i czym tylko jeszcze zapragniecie! A Ty - zwróciła się szeptem do koguta-śpiewaj coś jeszcze proszę. Albo piej przynajmniej...

Elfka ruszyła z wyciągniętym przed siebie kubeczkiem, kierując się w stronę krańca placu. "Do czego to doszło, żebym ja musiała na targach występować...Ale cóż. Teraz trzeba znaleźć chatkę tej rzekomej czarownicy..."
DaMi
2008-02-27, 23:21
Tłum śmiał się i krzyczał, nie pozwalając Selene wybić swojego dość delikatnego głosu ponad ogólnotargową wrzawę. Mimo to jej zeskoczenie z podestu z kurczakiem pod pachą i kubkiem w drugiej ręce był gestami aż nad wyraz wymownymi. Koniec występu! Płacić, ludziska, za uciechę!

Ci najmniej skorzy do zapłaty zmyli się błyskawicznie. Ci nieco bardziej ceniący ludzką pracę zostali, sypiąc groszem do kubeczka. Groszem, gdyż trudno byłoby oczekiwać po ludziach wsi jakiejś szczególnej zapłaty za sztukę, podczas gdy nierzadko brakowało na jedzenie. Mimo to parę grubszych monet również zabrzęczało w kubku. Selene podejrzewała, że za nimi stali raczej tutejsi kupcy niż chłopi.

Rychło zawartość kubka musiała zostać przesypana do plecaka. Drobna moneta zapychała go w błyskawicznym tempie. Elfka absolutnie nie była w stanie ocenić, ile udało jej się zarobić. Głównie był to srebrniki, sporo miedzi, z rzadko złoto... było tego niemało, ale aby dokładniej dowiedzieć się, ile, należało gdzieś spokojnie sumkę przeliczyć.

Przyjazne spojrzenia, uśmiechy, oraz przyjacielskie próby głaskania Mythiosa komunikowały jej jednak, że występ spotkał się z powszechną dość aprobatą.

Nie licząc nieszczęsnej Mariki, która – prychnąwszy z pogardą – minęła Selene bez słowa i udała się w sobie tylko znanym kierunku.

- Miałaś pecha, mała – skwitował jej postawę Mythios.

Zagdakał radośnie.

- I jak było? Mówiłem, że damy radę! - zwrócił się do Selene.
Niniel
2008-02-28, 17:27
Druidka ze zdumieniem przyglądała się zapełniającemu się w dość szybkim tempie kubkowi. Owszem, nastawiła się, że coś jednak ludziska wrzucą do naczynia, ale żeby od razu tyle? Nie umniejszało to oczywiście radości z tego faktu. Bardzo ogromnej radości, mówiąc ściślej.

"No, widać ten kurczak działa jak pierzasty talizman szczęścia." myślała, odwzajemniając uśmiechy ludzi. "Sami niewiele mają, jednak wrzucają co nieco..." Uśmiechała się z coraz większą wdzięcznością. Jedynie widok Mariki z kwaśną miną psuł nieco tę jej radość.

Po chwili, uzbierane pieniądze musiała przesypać do plecaka. "Trzeba będzie siąść i to wszystko ogarnąć. Trochę tego jest..."

W końcu znalazła się poza tłumem. Odetchnęła głębiej. Nareszcie wyszła z tego tumultu, tłoku i ścisku. Ból głowy ustąpił jak ręką odjął. Poklepała Mythiosa po grzbiecie.

-Byłeś rewelacyjny! I ile nazbieraliśmy! Widziałeś, jak ludzie reagowali na twój śpiew? Swoją drogą, masz naprawdę ładny głos.-uśmiechnęła się szeroko do koguta. -Teraz może poszukajmy domku tej rzekomej wiedźmy. Ten z karczmy mówił coś o chatce na skraju lasu. Idziemy.

To powiedziawszy, ruszyła raźnym krokiem, kierując się drogą ku krańcom wioski. Można powiedzieć, że jej opinia u mieszkańcach Brengfost uległa znaczącej zmianie. Po występie aż chciało jej się żyć. Żyć, żyć całą sobą. Naładowana pozytywną energią nie widziała żadnych ciemnych stron. A przede wszystkim miała nadzieję, że wioska nie jest porośnięta z trzech stron lasem.
DaMi
2008-02-29, 20:17
Mythiosa najwyraźniej rozpierała nie mniejsza duma, niż Selene. Ba, to wszak w wielkim stopniu była jego zasługa. I nic, nawet fakt, iż obecnie był on dość wyrośniętym, prozaicznym, opierzonym kurczakiem tego osiągnięcia nie umniejszało.

- Myślisz? Ha, ciekawi mnie, w jaki sposób oni mnie słyszeli... bo ty słyszysz mój normalny głos, prawda? Oni pewnie bili brawo melodyjnie gdaczącej poduszce!

Żart byłby pewnie śmieszny, gdyby nie był tragicznie prawdziwy.

Wyjście z wioski nie należało do szczególnie trudnych osiągnięć życiowych Selene. Ot, mijając koślawe i krzywe domki, które powoli stawały się jej coraz lepiej znane udała się w kierunku, w którym – jak jej się wydawało – widziała wcześniej cień lasu na horyzoncie.

Ku jej uldze, wybrała dobrze.

Wąska, piaszczysta dróżka opuszczała wioskę i wiodła wśród pól, by zginąć gdzieś pod lasem. Samotnej chatki co prawda nie dało się zauważyć, ale to była najwyraźniej tylko kwestia czasu. Znów aż chciało się iść przed siebie.
Niniel
2008-03-02, 21:05
"Poduszka... Taaa, to mu się udało" Druidka uśmiechnęła się leciutko. W końcu znalazła się poza terenem wioski. Przymknęła oczy i wystawiła twarz ku słońcu, rozkoszując się ciepłem promieni. Nic to, że elfka z kraju Księżyca. Księżyc w końcu też odbija promienie słoneczne.

Nagrzany piasek skrzypiał w takt z krokami Selene. -Można by tak iść i iść, prawda? - uśmiechnęła się.-Nie obrazisz się, jeśli teraz chwilę pójdziesz na własnych nogach?-Zapytała i nie czekając na odpowiedź, postawiła koguta ostrożnie na ziemi. Rozłożyła szeroko ramiona, zamknęła oczy i zakręciła się wokół własnej osi.

"Jak cudownie być znów bliżej Natury!" Cała radowała się opuszczeniem zatęchłej wioski. Czyste, gorące powietrze, niebo nad głową i szum zboża to wszystko, czego było jej teraz potrzeba. Perspektywa znalezienia się w lesie była równie obiecująca. Kolejne kroki stawały się coraz bardziej lekkie i sprężyste.

-Mamy teraz trochę czasu, zanim dojdziemy do lasu i tej tajemniczej chatki.-zwróciła się ponownie do Mythiosa. -Może powiedz mi coś jeszcze o tym, co cię spotkało. Pamiętasz kto Ci to zrobił? Gdzie to się stało? -zamilkła w oczekiwaniu na słowa koguta.

Strona 1 z 31, 2, 3

Pokrewne tematy

Szlak prowadzący do nikąd
spis gier na psx
Zabawa w Skojarzenia
Quiz - Jaki to Film
TaL 2.0.0.0.0 - ogarniamy
Bez skrupułów
World Of WarCraft
Sklep Ogólny
W poszukiwaniu zemsty
Klucz (Kroniki Firin"a)
Ludzka Głupota (Sesja Taletha)
Uścisk Bogini Fal (Kroniki Hadim"a - Wprowadzenie)
One shot, one kill.
Sesje innych graczy
Zaginione Miasto - Akt I
Katalog wiadomości z grup dyskusyjnych ## Index
Odnośniki,